21.11.2014

Moje 30 urodziny zbliżają się nieuchronnie. Nie mam z tego powodu żadnych myśli negatywnych - taka kolej rzeczy. Jak chce się żyć, to trzeba żyć  i z 3 z przodu.

Do życia, wiadomo, potrzebne jest zdrowie, które mam, ale o które muszę dbać, czasem wyjątkowo skrupulatnie. Toteż odwiedzam w ciągu roku co najmniej 5 specjalistów + laboratorium.
Kolejka do tego laboratorium nie mniejsza niż do specjalistów. Dodatkowo płatna morfologia (6 zł, w zeszłym roku było 5 zł, ale wiadomo, wszystko drożeje).
- Wygodnie proszę usiąść i patrzeć wszędzie tylko nie na rękę, żeby nam pani nie zemdlała - radzi pielęgniarka.
Ja nie mdleję na widok krwi, to bardzo budujący widok, o ile tej krwi nie ma za dużo i nie bryzga frywolnie we wszystkich kierunkach. Czyli nie wiem, czy mdleję.
Od małego dziecka moja mama, pielęgniarka, przynosiła do domu drobne akcesoria do nakłuwania żył, celem zbadania nam krwi. Żółte gumy do ściśnięcia ręki powyżej łokcia, waciki, igły i strzykawki.
- A jaki rozmiar tej igły? - moje i siostry standardowe pytanie przed kulminacyjnym momentem
- 12 - mówiła mama
Po jakimś czasie już wiedziałam, że czasem była większa, bo i 13, można to było rozróżnić po kolorze papierka, w którym schowana była igła. Raz też po ukłuciu mama przyznała się, że to jednak była 13 ..
- Zaciśnij piąstkę - moment najgorszy, nie da się uciec, na nic płacz i modlitwy, że może jednak nie trzeba kłuć. Jak podrosłam lubiłam patrzeć jak krew skapuje do probówki. Gęsta czerwona, nieprzerzedzona wodą - nie było w zwyczaju pić wody przed pobraniem.
Było też kłucie z palca -  w zasadzie bardziej bolesne i nieprzyjemne, bo pielęgniarki tak mocno ten palec ściskały, jakby po nakłuciu spodziewały się, że nic się nie wydarzy. Bolało bardziej, ale psychicznie było lepsze do zniesienia.

- Proszę zacisnąć pięść - mówi pielęgniarka
- Takiego wała - myślę sobie. I owszem zwijam palce w piątkę, ale z siłą wykończonej anemią mimozy.
- Pani cały czas patrzy?
No patrzę, nie lubię kiedy mnie ból zaskakuje, wolę patrzeć komuś na ręce niż się potem mocno dziwić.

Ale nie da się patrzeć cały czas.
Byłam już kilka razy na niezwykle "sympatycznym" zabiegu jakim jest biopsja. Mamunia moja doświadczona podobnymi zabiegami poradziła się znieczulać dokładnie specjalnymi maściami. I tak za każdym razem robię. Biopsja tarczycy nie bolała wcale, jak na 4 ukłucia w sumie, było niemalże doskonale. A potem, od stóp do głów, oblałam się tylko dlatego, że lekarka, która biopsję robiła ma już (ponad) 80 lat. Więc zwyczajnie bałam się, że zamiast w tarczycę, wyceluje w moje oko.
Ostatnio jednak to ja źle wyliczyłam sobie miejsce nakłucia i krem znieczulający nie dotarł tam, gdzie trzeba. Bolało tak, że lepiej już zakończę.

1 komentarz:

  1. ... mama pielęgniarka i biopsje... :) dodam jeszcze ojca lekarza i przekleństwo bycia tzw dzieckiem służby zdrowia...dużo by mówić..
    krwi się nie boję a panie w laboratorium traktuję z uśmiechem, kiedy nad moją ręką odmawiają " no już już zaraz będzie po wszystkim kochanie".
    Z biopsji kilkurazowych pamiętam ostatnią, z 21tygodniowym brzuchem zamieszkałym..biopsja również tarczycowa. " Kiedy wbiję igłę proszę nie przełykać". Chciałam przełknąć na zapas w mysl zasady że siku chce się zawsze zaraz po wyjściu z domu a nie jak mama mówi że trzeba bo wychodzimy.. nie przełknęłam. Niebawem kolejna. Przełkniemy wszystko :)

    OdpowiedzUsuń