07.08.2014

Paryż

Obsrana po same kostki usiadłam na fotelu, tuż przy przejściu. Nikt mnie nie zmusi, żebym siedziała przy oknie. Nogi trzęsły mi się jak przy Parkinsonie i w żaden sposób nie umiałam ich powstrzymać.
Mieliśmy 2 godzinne opóźnienie i jakiś popapraniec zechciał powiedzieć nam dlaczego - "z powodów technicznych".
Dla mnie, Popaprańcze, powody techniczne to nic innego jak ułamane skrzydło, grożące odpadnięciem tuż po wzbiciu się, dziurawy zbiornik paliwa, brak koła, albo niemożność otwarcia całego podwozia.
Problem techniczny to też terroryści, brzoza, mgła, wiatr, turbulencje.. kurwa.. jedźmy autem, błagam! Poprowadzę!

Ok, dali nam nową maszynę, zepsuta została na Okęciu, lećmy. Z Bogiem.
- Juliaaaa, zooobaaaacz, jesteśmy w chmurach! - Mówi 7 latka
- Ojaaaa, ale wysoko! Łał! Widać słońce! - odpowiada Jula
- Julcia, nie boisz się? - pytam łamiącym głosem
- Czego? To zwykły samolot w zwykłych chmurach, czego mam się bać? - odpowiada rezolutnie.


bleee

Julka to moja chrześniaczka, z myślą o niej, Karolci i Krzyśku cały ten wyjazd. Karolka i Krzyś lecieli ze swoimi rodzicami, ja i Pęceł mieliśmy Julcię pod opieką.

- A kiedy będą turbulencje? - pyta Karolinka.
Że kurna CO?! "Pod Twoją Obronę.. błagam, Boże, żadnych turbulencji, nie zniosę, mam za słabe serce, błagam!

- Wstań i sobie poskacz, to będziesz miała.. - odpowiada jej tatuś..
No więc dziecko wstało i skakało, a ja już widziałam w wyobraźni jak samolot przechyla się na lewą stronę (od skoków 7 letniego dziecka, tak.. wiem, mam problemy z opanowaniem emocji w sytuacjach kryzysowych...) i spadamy w dół, w diabły..

Paryż jest piękny - nadal. Ale już nie zachwyca. Kiedy mieszkaliśmy w brudnej stolicy naszej, codzienna walka o miejsce w autobusie, tramwaju, czy metrze, nie stanowiła problemu. Podobnie jak ogromne odległości do przejścia, np.  w podziemiach.
Od dwóch lat mieszkamy w Toruniu i tym razem Paryż zmęczył mnie chodzeniem, szukaniem odpowiedniej linii metra, przechodzeniem śmierdzącymi podziemiami, żeby przesiąść się na kolejne. Śmieci na chodnikach, na trawie, pierdyliard kapsli, korków od szampana i wina na Polach Marsowych.

Albo jestem za stara na takie szybkie wypady po Europie, albo życie w małym Toruniu odciska już piętno na mojej grubej, poukładanej dupie. Dwa dni dochodziłam do siebie, a mimo tego, że minął już tydzień, śnię o tym, że razem z dziewczynkami szukamy metra, chodzimy po ulicach i błądzimy.. budzę się zmęczona.

Jednak.. zobaczyć radość, zachwyt, szaleństwo w oczach .. bo Piękna i Bestia, bo kolejka górska urywająca głowę, Alicja w Krainie Czarów i Trzy Dobre Wróżki, które przyszły się przywitać..
To był najbardziej wzruszający urlop jaki miałam. A Disneyland jak wymiatał, tak wymiata dalej i lepiej!

W drodze powrotnej były turbulencje, piękne, delikatne, ale jednak bujało.. a co na to dzieci?
No cóż.. spały..



4 komentarze:

  1. Mój szwagier prawie, jak lata to pije :) W samolocie raczy się żeby dolecieć w całości i obsrany po kolana tez zasiada fotel przy przejściu. Mama odmówiła zabukowanego lotu na Islandię bo " nie przeżyje lotu", poleciał Gimnazjalny tylko trochę roboty było z biletem. Pytałam czy sie bał, bo to był koniec podstawówki i jego drugi lot, ale mama moja naopowiadała o wybuchających wulkanach, zderzeniach z kaczkami, terrorystach i pechu więc przezornie...samolot mamo leci, to nie auto, autem bym nie pojechał, bałbym się...acha...
    Także gratuluję przetrwania i satysfakcji :) Ja musiałabym pójść w ślady szwagra...do nieprzytomności :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Lecąc pierwszy raz też do Paryża upiłam się białym winem "Sofia".
    Nigdy więcej.. czułam się potwornie skacowana, bolała mnie głowa, żołądek, miałam ochotę wymiotować, ale jak, kiedy samolot się wzbija? Po prostu muszę kolejnym razem wykupić dobre leki uspokajające na receptę. Zażyję nieco więcej, przysnę. Obudzę się na miejscu lub w niebie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam lęk przed samolatami:D jakby można było np do USA wybrać samochód czy samolot, to wybrałbym to pierwsze:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja marzę o tym, żeby zobaczyć Wielki Kanion, mam nawet powiedzonko "Zobaczyć Wielki Kanion i umrzeć" ... optymistycznie :)
    I przez to powiedzonko właśnie na zwiedzanie USA zdecyduję się chyba po 70 ..
    A może ktoś wie, czy parostatki kursują między kontynentami?

    OdpowiedzUsuń