12.08.2014

To było nocą, gdy księżyc jasno świecił..

"Błędy człowieka szlachetnego są jak zaćmienie słońca lub księżyca - wszyscy je widzą."
Konfucjusz.


.. albo, kur*a, słyszą!

Noc, w czasie której nastąpiła superpełnia księżyca, była nocą dość męczącą.

Najpierw jakiś niedorozwój zechciał bawić się domofonem. Dwa razy wybrał numer naszego mieszkania.
O ile za pierwszym razem mnie obudził i poruszył moje pokłady współczucia dla samotnych debili, włóczących się nocami po mieście, to już drugi dzwonek obudził we mnie diablicę.
Wyskoczyłam z łóżka jak sprężyna z materaca, dorwałam się do słuchawki i zapytałam "najuprzejmiej" jak mogłam:
- czego dzwonisz po nocy, chuju głupi?

I od razu napełniło mnie zdziwienie, czy wyraz "chuju" nie jest już sam w sobie wystarczającą obelgą, żeby jeszcze okraszać go przymiotnikiem?
No cóż, słowo się rzekło.
Słuchawkę odwiesiłam, sprawdziłam, czy drzwi wyjściowe są zamknięte, sprawdziłam też balkon.
Wróciłam do łóżka, w końcu jest pierwsza w nocy.

Księżyc świecił nam prosto w sypialniane okna zakryte roletami, które to rolety niewiele pomagały.
W kocie obudził się drugi debil. Zaczął polować na moją stopę. Nie ruszałam nią, nie prowokowałam go, chciałam zasnąć. Kto ma równie "mądrego" kota, wie, że nie ma nic bardziej wkurzającego od bólu ugryzienia i zadrapań pazurskami w środku nocy.
Skończyło się zlaniem kociego dupska poduszką.

Zasnęłam.

Księżyc pnie się dalej po niebie. Kot śpi w salonie. Słychać syczenie węży..
Pęceł wstaje, sprawdza balkon.. tak, na świecie jest wiele istot, które źle reagują na superpełnię.
Koty na sąsiednim podwórku podziwiały wielkiego satelitę i tłukły się, mam nadzieję, o jakąś seksowną kotkę.

O 4.30 sąsiad debil wyruszał na urlop. Obyś, łajzo, za szybko nie wrócił. Radio rozpiżdżone na cały regulator, stary silnik dudni jak zepsuty traktor..
"Jedź w pizdu, albo wyjdę cię pożegnać" - myślę w rozpaczy..

06:00 - dozorca też dostał tej nocy księżycowego debila, bo koncertowo napier*ala przykrywami od metalowych koszy na śmieci, bo w końcu za 30 min. przyjedzie śmieciara i trzeba się z 3 koszami uwinąć tych 50 metrów.

06.10 budzik..

MORDOWAĆ!

07.08.2014

Paryż

Obsrana po same kostki usiadłam na fotelu, tuż przy przejściu. Nikt mnie nie zmusi, żebym siedziała przy oknie. Nogi trzęsły mi się jak przy Parkinsonie i w żaden sposób nie umiałam ich powstrzymać.
Mieliśmy 2 godzinne opóźnienie i jakiś popapraniec zechciał powiedzieć nam dlaczego - "z powodów technicznych".
Dla mnie, Popaprańcze, powody techniczne to nic innego jak ułamane skrzydło, grożące odpadnięciem tuż po wzbiciu się, dziurawy zbiornik paliwa, brak koła, albo niemożność otwarcia całego podwozia.
Problem techniczny to też terroryści, brzoza, mgła, wiatr, turbulencje.. kurwa.. jedźmy autem, błagam! Poprowadzę!

Ok, dali nam nową maszynę, zepsuta została na Okęciu, lećmy. Z Bogiem.
- Juliaaaa, zooobaaaacz, jesteśmy w chmurach! - Mówi 7 latka
- Ojaaaa, ale wysoko! Łał! Widać słońce! - odpowiada Jula
- Julcia, nie boisz się? - pytam łamiącym głosem
- Czego? To zwykły samolot w zwykłych chmurach, czego mam się bać? - odpowiada rezolutnie.


bleee

Julka to moja chrześniaczka, z myślą o niej, Karolci i Krzyśku cały ten wyjazd. Karolka i Krzyś lecieli ze swoimi rodzicami, ja i Pęceł mieliśmy Julcię pod opieką.

- A kiedy będą turbulencje? - pyta Karolinka.
Że kurna CO?! "Pod Twoją Obronę.. błagam, Boże, żadnych turbulencji, nie zniosę, mam za słabe serce, błagam!

- Wstań i sobie poskacz, to będziesz miała.. - odpowiada jej tatuś..
No więc dziecko wstało i skakało, a ja już widziałam w wyobraźni jak samolot przechyla się na lewą stronę (od skoków 7 letniego dziecka, tak.. wiem, mam problemy z opanowaniem emocji w sytuacjach kryzysowych...) i spadamy w dół, w diabły..

Paryż jest piękny - nadal. Ale już nie zachwyca. Kiedy mieszkaliśmy w brudnej stolicy naszej, codzienna walka o miejsce w autobusie, tramwaju, czy metrze, nie stanowiła problemu. Podobnie jak ogromne odległości do przejścia, np.  w podziemiach.
Od dwóch lat mieszkamy w Toruniu i tym razem Paryż zmęczył mnie chodzeniem, szukaniem odpowiedniej linii metra, przechodzeniem śmierdzącymi podziemiami, żeby przesiąść się na kolejne. Śmieci na chodnikach, na trawie, pierdyliard kapsli, korków od szampana i wina na Polach Marsowych.

Albo jestem za stara na takie szybkie wypady po Europie, albo życie w małym Toruniu odciska już piętno na mojej grubej, poukładanej dupie. Dwa dni dochodziłam do siebie, a mimo tego, że minął już tydzień, śnię o tym, że razem z dziewczynkami szukamy metra, chodzimy po ulicach i błądzimy.. budzę się zmęczona.

Jednak.. zobaczyć radość, zachwyt, szaleństwo w oczach .. bo Piękna i Bestia, bo kolejka górska urywająca głowę, Alicja w Krainie Czarów i Trzy Dobre Wróżki, które przyszły się przywitać..
To był najbardziej wzruszający urlop jaki miałam. A Disneyland jak wymiatał, tak wymiata dalej i lepiej!

W drodze powrotnej były turbulencje, piękne, delikatne, ale jednak bujało.. a co na to dzieci?
No cóż.. spały..