18.06.2014

O czym to ja..?

Zapominam. O wielu przeróżnych rzeczach, sprawach, tematach, zadaniach.
Przez 2 ostatnie tygodnie byłam na odwyku od kalendarza - nie notowałam zadań, starałam się je zapamiętywać.
I klops.
Bo o ile wysyłałam maile ze sprawami natychmiast, to potem zapominałam się upomnieć o rezultaty.
A potem telefony z pytaniami i stek kłamstw lub żałosne przyznawanie się do porażki.

Wczoraj (wtorek) pobiłam samą siebie w zapominaniu.

22:30 leżymy w łóżku i czytamy. Odrywam się od książki, bo w głowie urodziła mi się myśl "Po co wyciągałam w niedzielę sitko z szuflady?" - co to w ogóle ma wspólnego z książką, którą czytam?

Przeczesuję wspomnienia z niedzieli. Co ja takiego robiłam, po cholerę mi to sitko. A że sitko mieszka w tej samej szufladzie, w której miarka do płynów, zaczynam się zastanawiać, czy podlaliśmy nasz mini ogród na balkonie. Potem myślę, jak to będzie przez weekend, kiedy będziemy w Radomiu, kto nam te pomidory podleje (w międzyczasie zapomniałam, że nie jedziemy na weekend, tylko na 1 noc...). Wracając w myślach z balkonu przechodzę obok stolika z ciastem. Czuję, że jestem głodna, ale jest już za późno żeby jeść. No więc snuję plany o tym, jak rano, jeszcze przed śniadaniem, ukroję sobie piękny kawałeczek i znów trafię tam wysoko, do słodkiego nieba.

Z nieba ściąga mnie myśl - Został już ostatni kawałek (bo to ciasto,choć nie czekoladowe, a cytrynowe z brzoskwiniami, upieczone w największej blaszce jaką miałam, zjedliśmy w 3 dni.)
I nagłe olśnienie - nie posypałam ciasta cukrem pudrem! To po to zostawiłam na szafie sitko..

Mówię więc do Pęcła "Jestem Twoją żoną i powinieneś coś wiedzieć, na wypadek, gdyby zaczęło dziać się gorzej." I opowiadam mu, że to ciasto takie dobre, ale w planach miałam jeszcze cukier puder, i że właśnie sobie przypomniałam, że powinnam to ciasto posypać.

Jego wrażliwą na moją ułomność reakcję pominę :) Ją akurat pamiętam.

07.06.2014

Cote

Siedzę i patrzę na księżyc i Marsa. Za oknem koncert Czerwonych Gitar. Wącham trawę paloną przez studentów z 3 piętra. Piję białe wino, zajadam sie mocno czekoladowym ciastem, na ktore przepis wykopałam z myślą o wizycie u Lisowiórków - Bagna Mississippi, idealnie czekoladowe, gorzkie i mokre.
 Pokaz sztucznych ogni. Maniek nie wytrzymal napięcia i .. zostawił na mnie mokrą plamę.. kot... na szczęście nasze kastrowany..

Mars robi sie czerwieńszy z chwili na chwilę. Pęceł podbija kosmos razem z nim. Jest bardzo ciepło, bardzo spokojnie i bardzo miło.

Student obiecuje dziewczynie rozpoczęcie obchodów Dnia Seksu. Wszak dzień święty należy święcić.

Jutro wstajemy z kurami. Odwiedzamy stolicę. Dawny dom. Miasto marzeń. Niespełnionych. Tu sie spełniają. Na tym balkonie zielonym, pachnącym i naszym.