Zderzenie

Wracam z zakupów. Niewielkie, bo przed wypłatą jesteśmy. W czarnej, pięknej, błyszczącej torbie z Mohito ser w plastrach, chleb z ziarnami słonecznika i worki na śmieci. W głowie planuję powypłatowe zakupy: farba do włosów, żel pod prysznic, maska z keratyną, spodnie, buty nowe i jakieś sandałki, może drukarka - to tak na przyszłość. Reszta pójdzie na paliwo, jedzenie i konto oszczędnościowe, wszak lecimy w lipcu do Paryża - każdy grosz się liczy.
Skręcam w wąską ulicę, której wcale nie przeszkadzają zaparkowane z lewej strony auta i dwukierunkowy ruch.

I nagle zderzam się.

Zderzam się z dziećmi, które znam z miejskiego oratorium. Dziewczynka biegnie się przytulić, kojarzę doskonale twarz, niby dorosła, z bardzo szerokim uśmiechem, małe, równe ząbki, blond włoski, delikatnie skręcone. Na jednych z zajęć zwróciła mi uwagę na to, że nie potrafi pisać. Chodzi do pierwszej klasy - mamy maj, a więc pisać powinna już umieć..
Tymczasem wyrasta przede mną i od razu łapie mnie w sidła swoich krótkich rączek. Nie puszcza.
- Nie jesteś w szkole? - pytam zdziwiona, na zegarku równo 11.
- Jest ciepło i nie poszłam - mówi lekko zachrypniętym głosem. Uśmiech z twarzy nie schodzi, nie wypuszcza mnie z objęć, trzyma mocno w biodrach i wlepia niebieskie oczy.
- To twoja siostra? - pytam patrząc na małą dziewczynkę. Siedzi na czterokołowym rowerze. Brudnym i obdartym z kolorów. Twarz okrągła, buzia czarna jak święta ziemia, włosy brązowe, oczy brązowe.. pewnie tatuś się zmienił..
- Tak, opowiadałam pani o niej - odpowiada radośnie. Faktycznie, mówiła, że codziennie rano ubiera swoją młodszą siostrę. Kiedyś zaprotestowała, ale tata powiedział jej, że musi ćwiczyć, bo przez całe życie będzie kogoś ubierała..

Nagle puściła mnie, odsunęła się o jakieś dwa kroki i znów zaćwierkała z uśmiechem:
- Pani patrzy, mam nowe buty!
Chryste na niebie... jest godzina 11, gdzie to dziecko ubrudziło tak nogi?
Pewnie w tym samym miejscu, gdzie ta mała buzię.. odpowiadam sobie w myślach i staram się jednak nie wierzyć w to, że dzieci nie zostały umyte na noc..
A buty? Srebrne balerinki, z których część małych cekinków odpadła, pewnie jeszcze dawnej właścicielce. Widać, że okropnie znoszone, ale dla niej nowe. NOWE!
Chwalę te jej nowe buty, żałuję, że nie jestem po wypłacie. Kupiłabym jej nowe, prawdziwie nowe.
Ciekawe tylko, co by na to mamusia powiedziała? Wolę się nie zastanawiać.

Torebkę trzymam w ręku, zagląda mi do niej i mówi:
- Wraca pani z zakupów? Z biedronki?
- Tak - rzucam okiem na ser.
- No właśnie, mama też kupuje taki ser, ale możemy jeść trzy razy w tygodniu. Mama mówi, że jak się je dużo sera, to się nie rośnie..

Zanim zdążyłam powiedzieć cokolwiek sensownego, mała chwyciła w ręce rurę od znaku drogowego, owinęła się wokół dwa razy i powiedziała:
- Pani patrzy, tańczę na rurze. Mama czasem też tańczy, ale nie mamy rury w domu, tylko taki słupek. Powiedziała, że mnie kiedyś nauczy!
- A dziś jest dzień matki - mówię, żeby jakoś temat zmienić - macie dla mam jakieś prezenty.
- Mam, zrobiłam w Ora laurkę.

Pogadałam z nimi jeszcze chwilę o psach, o tym jak się adoptuje zwierzaka ze schroniska i gdzie mieszkam. I poszłam z tą swoją torebką, serem i chlebem do domu. W szafie 5 par butów, to znaczy, że nie muszę jeszcze kupować nowych, torby wyniosłam do piwnicy, bo nie miałam na nie wszystkie miejsca w domu. Paryż klepnięty, nie da się odwołać, ale niesmak wielki. I żal.
Nikt ich nie pilnował, nawet nie dopilnował, żeby ta mała poszła do szkoły. Zdarte buty, tańczenie na rurze.. Jakie ona ma wzorce? Jak im pomóc? Nie zaadoptuję wszystkich zaniedbanych dzieci, nie ubiorę ich i nie umyję. Dać kasę? Komu, na co?

Dobrze, że te dzieciaki mają oratorium, czyli na pewno jeden ciepły posiłek dziennie - w dużym uproszczeniu. Do tego sztab osób, które chętnie się nimi zajmują, uczą, tłumaczą, pokazują co wolno, a co nie i przytulają, kiedy trzeba.

Komentarze

  1. po pierwsze :) nosisz ser z biedronki w torbie mohito ? oj.... ;)
    a po drugie...przeczytałam Twój wpis moim dzieciom :) nie żeby zaraz karnie, bo cała Polska dzieciom czyta...i nie dlatego że brak mi metod wychowawczych..przeczytałam kiedy gimnazjalny jak kot mój ladaco rozwalił się na podłodze z talerzem cholernych kanapeczek i negocjował zakup nowych najkowych adidasów za cenę Paryża chyba, kiedy przedszkolak rysował nowymi kredkami bambino w drewnie na kartkach od drukarki nie bacząc na to że kredek ci u nas dostatek, ale takich nie miałem a one najlepiej rysują to poprosiłem babcię, kiedy pisklę dziesięciokilowe ożłopane mlekiem spało w mych ramionach snem beztroskiego ukochanego dziecka...przeczytałam bo macie mnie a ja was.. :) i wiesz co..dałam kasę raz. I nigdy więcej tego nie zrobię. Dałam osobie dorosłej jak sądziłam po to żeby sprawiła radość dzieciom. Sprawiła sobie. Dzieci ugościłam pierogami i tez było fajnie, ale kasy nie daję. Juz nigdy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętaj, że jak się je dużo sera, to się nie rośnie. No chyba, że na pizzy. XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak Rafał.. :) O takie refleksje mi chodziło :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty