23.04.2014

Zapachniało, zajaśniało, wiosna, ach to ty ..

Wyrwałam dziś z zapałem mlecz. Duży, zielony dorodny. Niebo niebieskie, słońce wysoko, ciepło, pięknie. Magnolia kwitnie w kącie, trawka rośnie.. Boże! Kocham wiosnę!

Więc wyrwałam ten mlecz. Wybiegł z niego całkiem niemały, czarny, tłusty pająk. Aż odskoczyłam. Mlecz w panice wrzuciłam na korę. Wzbił się z niej w górę bąk. Może mu coś zrobiłam tym mleczem, bo szybko wylądował i urządził przechadzkę po ścieżce. Idzie do mnie z tym swoim grubym dupskiem, szybciej i coraz szybciej. Rzuciłam to wyrywanie chwastów w cholerę.

Poszłam malować podschodki. Malowałam szybko bo zbliżała się burza. Zabrakło mi 3 stopni do końca. Jak tylko weszłam do domu zaczęło błyskać, grzmieć i trzaskać. Kot zrezygnował z wylegiwania na balkonie. Pozamykałam okna, wyłączyłam komputer. Boję się.

Nie po to cierpiałam zimę całą, żeby teraz się bać pająków, robactwa i burzy. Nie o taką wiosnę walczyłam ze śniegiem i mrozem.

Ale pachnie pięknie deszczem.. Pająki spacyfikuję, robactwo też. Burza.. no cóż...

Pięknie pachnie deszczem.


15.04.2014

Przyjaciel w biedzie

Dziś pomogła mi Siostra. W przeciwieństwie do mnie samochodem jeździ odkąd legalnie może. Jej auto gabarytowo podobne jest do naszego.

Zanim wsiadła pokazała mi rysy na swoim pojeździe, opowiedziała co się wydarzyło. Zupełnie tak samo, jakby weteran wojenny chwalił się ranami. Ale od razu mówię, że nie było ich wiele - jedna rana z przodu i kilka drobiazgów nierzucających się w oczy bez wskazania palcem.

Pocieszyła mnie, krytykując wielkość parkingu. Przez co trzęsę się mocniej.

Chłopy złapią się za głowię i powiedzą "Baby". Trudno.

14.04.2014

Lekcja precyzyjnej modlitwy

Drogi Pani Boże,

kiedy wczoraj wieczorem dziękowałam Ci za wszystko co mi dajesz.. nie miałam na myśli wydarzeń z dzisiejszego poranka. Z jednej strony skąd mogłam wiedzieć.. z drugiej strony potraktowałeś mnie dosłownie, co w sumie jest dla mnie znakiem..

Jest wieczór, a ja nadal siedzę zestresowana, trzęsę się jak galareta. Auto wygląda źle. W sobotę go kochałam, dziś już go nie lubię. Boję się nawet. Najgorsze jest to, że jutro też muszę do niego wsiąść i gdzieś nim pojeździć. A chciałabym nie musieć już w ogóle nigdy go prowadzić.

To dziwne i niesprawiedliwe, w starym aucie, pordzewiałym, oskubanym z lakieru, trzeszczącym w każdym możliwym miejscu, nie zdarzyło mi się coś takiego nigdy. Żebym nie wiem jak się starała, najgorszym co zrobiłam, było wjechanie w żywopłot na parkingu, przy wycofywaniu, pierwszego dnia samodzielnej jazdy. A dziś taka kupa! Taki zawód! Koszmar.

Panie Boże, wiesz, że nie zarabiamy wiele. Że to auto jest kupione z tego, co udało się nam uzbierać. Nie pozwól mi go, proszę, więcej dewastować. W ogóle nie pozwól mi popełniać w nim błędów - jakichkolwiek.

Proszę!

Amen

12.04.2014

Rzut - powrót

Nie zachwycałam się tu jeszcze naszym nowym życiem. A zachwycam się każdym jednym dniem. Nawet zima jest tu do zniesienia. Jest stabilnie, spokojnie i leniwie. Przytulnie, wygodnie i blisko. Pachnąco, zielono i rześko.
Jak w domu!