15.01.2013

Brakuje mi.

Nie oswoiłam się z tym, że nadal nie mam pracy. Pęceł chodzi do pracy, wraca opowiada jak było, co robił, kto co powiedział. Ja nie mam nic do powiedzenia - opowiadać po raz kolejny o tym, co zrobił kot, albo o tym, że prasowałam, czy odkurzałam - raczej nie. Brakuje mi schematów, systematyczności i efektów pracy, czyli pieniędzy, rzecz jasna.

Uprzedzając - prasowanie i pomidorowa co poniedziałek to dość kiepski schemat.

Ale brakuje zwłaszcza ludzi, Lisowiórków i Adama, wychodzenia na dobre jedzenie, plotkowania, wspólnych seansów filmowych i śmiechu z polskiego tłumaczenia. Pęceł już bardzo dawno nie grał w Magica, a ja mu nie zastąpię Wiewióra.

Brakuje wizyt Zelżbietki i czerwonego winka do rozmów o życiu i sprawach.
No i w końcu swojego mieszkania brakuje, obiadów z ryżu i makaronu, krewetek, kurczaka w winie..

Dziś zadzwoniła Lis, zaczęła opowiadać o tym, co się dzieje w pracy. Wymieniła kilka nazwisk i imion. Od razu przypomniałam sobie moje biurko, potem jej pokój, hordy studentów, moich byłych szefów, wyłączone ogrzewanie. Równie szybko wróciłam do rzeczywistości i poczułam wielką ulgę, że już tam nie pracuję, że mogę tu prasować i odkurzać codziennie po kocie, że główną atrakcją dnia jest odśnieżanie ścieżki i schodów (chociaż podobno schodów wcale nie trzeba).
Pocieszyłyśmy się obie i wróciłyśmy do swoich obowiązków, obie, mam nadzieję, z lżejszym sercem i spokojniejszą głową.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz