18.01.2013

Genesis

Pochodzę od mojej Mamy. Kobiety, która jak nikt!!! potrafi sprzątać. Zauważy najmniejszy pyłek, niedomytą podłogę, a żadna pora na sprzątanie nie wydaje się jej straszna.
Perfekcyjna Pani Domu zanim zaczęło to być modne!!

To dzięki Mamuni mam poukładane ubrania w szafach (od najszerszych do najwęższych), regularnie ścieram kurze i odkurzam. A kiedy, jeszcze mieszkając w stolycy, wracałam do domu wściekła, najlepszym na to lekarstwem było wyszorowanie łazienki.

I oto wczoraj wieczorem Shilla dostała napadu! Zaczęło się delikatnie, od umycia szybki w drzwiach szafy, pościerania kurzu z szaf, potem już pomyła wszystkie te szafy, kafelki, sprzęty na szafach stojące, ale wisienką na torcie było usuwanie tłuszczu i brudu spod listewek. Trzeba było to zobaczyć! Z jaką pasją i zaciętością wydobywała te syfy, raz po raz owijała nóż w ściereczkę i z każdej strony starała się doszorować wgłębienia przy zlewie. Ścierka tego nie przeżyła, za to kuchnia, po 30 minutach ataku, lśniła czystością! Patrzyłam na tą cherlawą istotkę i serce mi rosło!
- A jednak nie wszystko poszło w las! A jednak i ona!!! - myślałam.
- Pamiętasz - mówi do mnie, jak miałyśmy jakieś 8 lat, a mama mówiła idź posprzątaj łazienkę, to wiedziałyśmy, co trzeba zrobić. Pokaż mi teraz ośmiolatka, który będzie w stanie posprzątać łazienkę! - mówi.

Nie chciałam jej przypominać, że jako dziecko bardzo kombinowała i nie zmywała naczyń, kiedy była jej pora, bo na przykład twierdziła, że nie dosięga do suszarki ..


15.01.2013

Brakuje mi.

Nie oswoiłam się z tym, że nadal nie mam pracy. Pęceł chodzi do pracy, wraca opowiada jak było, co robił, kto co powiedział. Ja nie mam nic do powiedzenia - opowiadać po raz kolejny o tym, co zrobił kot, albo o tym, że prasowałam, czy odkurzałam - raczej nie. Brakuje mi schematów, systematyczności i efektów pracy, czyli pieniędzy, rzecz jasna.

Uprzedzając - prasowanie i pomidorowa co poniedziałek to dość kiepski schemat.

Ale brakuje zwłaszcza ludzi, Lisowiórków i Adama, wychodzenia na dobre jedzenie, plotkowania, wspólnych seansów filmowych i śmiechu z polskiego tłumaczenia. Pęceł już bardzo dawno nie grał w Magica, a ja mu nie zastąpię Wiewióra.

Brakuje wizyt Zelżbietki i czerwonego winka do rozmów o życiu i sprawach.
No i w końcu swojego mieszkania brakuje, obiadów z ryżu i makaronu, krewetek, kurczaka w winie..

Dziś zadzwoniła Lis, zaczęła opowiadać o tym, co się dzieje w pracy. Wymieniła kilka nazwisk i imion. Od razu przypomniałam sobie moje biurko, potem jej pokój, hordy studentów, moich byłych szefów, wyłączone ogrzewanie. Równie szybko wróciłam do rzeczywistości i poczułam wielką ulgę, że już tam nie pracuję, że mogę tu prasować i odkurzać codziennie po kocie, że główną atrakcją dnia jest odśnieżanie ścieżki i schodów (chociaż podobno schodów wcale nie trzeba).
Pocieszyłyśmy się obie i wróciłyśmy do swoich obowiązków, obie, mam nadzieję, z lżejszym sercem i spokojniejszą głową.

09.01.2013

"Optymista twierdzi, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a pesymista obawia się, że jest to prawda."

Pęceł pracuje na budowie. Wstaje o 6 rano, wypija kawę, zjada coś małego
i wychodzi. Temperatura na zewnątrz to jakiej - 2 stopnie, ale bywa cieplej.
Na budowie ogrzewania nie ma, a butla z gazem jest przechodnia i włączana tylko
w wypadku największej konieczności, na przykład podsuszania tynków. Dzień pracy trwa 10 godzin, więc w domu Pęceł pojawia się ok. 17.30.

Pęceł wchodzi do pokoju upaprany w czymś do gruntowania ścian. Twarz, sweter, spodnie - wszystko żółte. Nos czerwony, łapy go bolą, bo się namachał wałkiem, na dłoniach i stopach odciski - od wałka i niewygodnych butów.

- I jak tam kochanie, spracowałeś się dziś? - pytam z troską, bo nie widziałam jeszcze Pęcła w takim stanie.
- Tak, ale chuj! I tak lepiej niż w biurze!