13.05.2013

Pierwsza taka majówka

1 maja na własne wproszenie wyruszyliśmy w podróż do przemiłych ludzi zajmujących się przemiłymi zwierzakami!
Blog http://www.duoart.blogspot.com/ obserwujemy już od prawie roku i w końcu ciekawość wzięła górę.
Tego dnia robiliśmy wiele rzeczy po raz pierwszy!
Błądziliśmy po mazurskich przepięknych miasteczkach - absolutnie po raz pierwszy :)
Piliśmy przepyszną herbatę ze świeżą miętą - w takiej postaci po raz pierwszy :)
W końcu pierwszy raz na żywe oczy widzieliśmy tak piękne i delikatne zwierzaki, jakimi są właśnie alpaki. Choć nie potrafiliśmy zapamiętać wszystkich imion w pamięci mamy szczególnie błękitnookiego Lolka i piękną Różę.

Jeszcze raz bardzo dziękujemy za ciepłe przyjęcie i morze wiedzy! Oby udało się nam z niej kiedyś skorzystać :)

02.05.2013

ABC Przedsiębiorczości

Unia Europejska opłaciła mi kurs, który inteligentnie nazwano "ABC Przedsiębiorczości".
Kurs trwał od wtorku do poniedziałku, przy czym wtorek był dniem zapoznawczym, konkretnie mówiąc był dniem zmarnowanym. Środa - praca na excelu, wordzie i pp - tak, dzisiaj wszyscy robią prezentacje swoich produktów w pp .. :)
Czwartek ekonomia, piątek porady z księgowymi, poniedziałek zakończenie kursu.

Jedyna informacja, która została mi w pamięci brzmi następująco:

"Jeśli nie jesteście uczciwi, a ktoś okradnie wam firmę, koniecznie zgłoście policji, że zginęła wam teczka z dokumentami. W czasie kontroli nie będzie możliwe doszukanie się "brakujących" dokumentów i skarbówka prawdopodobnie nic wam nie zrobi".

Dokąd Ty zmierzasz Człowieku?!

18.01.2013

Genesis

Pochodzę od mojej Mamy. Kobiety, która jak nikt!!! potrafi sprzątać. Zauważy najmniejszy pyłek, niedomytą podłogę, a żadna pora na sprzątanie nie wydaje się jej straszna.
Perfekcyjna Pani Domu zanim zaczęło to być modne!!

To dzięki Mamuni mam poukładane ubrania w szafach (od najszerszych do najwęższych), regularnie ścieram kurze i odkurzam. A kiedy, jeszcze mieszkając w stolycy, wracałam do domu wściekła, najlepszym na to lekarstwem było wyszorowanie łazienki.

I oto wczoraj wieczorem Shilla dostała napadu! Zaczęło się delikatnie, od umycia szybki w drzwiach szafy, pościerania kurzu z szaf, potem już pomyła wszystkie te szafy, kafelki, sprzęty na szafach stojące, ale wisienką na torcie było usuwanie tłuszczu i brudu spod listewek. Trzeba było to zobaczyć! Z jaką pasją i zaciętością wydobywała te syfy, raz po raz owijała nóż w ściereczkę i z każdej strony starała się doszorować wgłębienia przy zlewie. Ścierka tego nie przeżyła, za to kuchnia, po 30 minutach ataku, lśniła czystością! Patrzyłam na tą cherlawą istotkę i serce mi rosło!
- A jednak nie wszystko poszło w las! A jednak i ona!!! - myślałam.
- Pamiętasz - mówi do mnie, jak miałyśmy jakieś 8 lat, a mama mówiła idź posprzątaj łazienkę, to wiedziałyśmy, co trzeba zrobić. Pokaż mi teraz ośmiolatka, który będzie w stanie posprzątać łazienkę! - mówi.

Nie chciałam jej przypominać, że jako dziecko bardzo kombinowała i nie zmywała naczyń, kiedy była jej pora, bo na przykład twierdziła, że nie dosięga do suszarki ..


15.01.2013

Brakuje mi.

Nie oswoiłam się z tym, że nadal nie mam pracy. Pęceł chodzi do pracy, wraca opowiada jak było, co robił, kto co powiedział. Ja nie mam nic do powiedzenia - opowiadać po raz kolejny o tym, co zrobił kot, albo o tym, że prasowałam, czy odkurzałam - raczej nie. Brakuje mi schematów, systematyczności i efektów pracy, czyli pieniędzy, rzecz jasna.

Uprzedzając - prasowanie i pomidorowa co poniedziałek to dość kiepski schemat.

Ale brakuje zwłaszcza ludzi, Lisowiórków i Adama, wychodzenia na dobre jedzenie, plotkowania, wspólnych seansów filmowych i śmiechu z polskiego tłumaczenia. Pęceł już bardzo dawno nie grał w Magica, a ja mu nie zastąpię Wiewióra.

Brakuje wizyt Zelżbietki i czerwonego winka do rozmów o życiu i sprawach.
No i w końcu swojego mieszkania brakuje, obiadów z ryżu i makaronu, krewetek, kurczaka w winie..

Dziś zadzwoniła Lis, zaczęła opowiadać o tym, co się dzieje w pracy. Wymieniła kilka nazwisk i imion. Od razu przypomniałam sobie moje biurko, potem jej pokój, hordy studentów, moich byłych szefów, wyłączone ogrzewanie. Równie szybko wróciłam do rzeczywistości i poczułam wielką ulgę, że już tam nie pracuję, że mogę tu prasować i odkurzać codziennie po kocie, że główną atrakcją dnia jest odśnieżanie ścieżki i schodów (chociaż podobno schodów wcale nie trzeba).
Pocieszyłyśmy się obie i wróciłyśmy do swoich obowiązków, obie, mam nadzieję, z lżejszym sercem i spokojniejszą głową.

09.01.2013

"Optymista twierdzi, że żyjemy w najlepszym z możliwych światów, a pesymista obawia się, że jest to prawda."

Pęceł pracuje na budowie. Wstaje o 6 rano, wypija kawę, zjada coś małego
i wychodzi. Temperatura na zewnątrz to jakiej - 2 stopnie, ale bywa cieplej.
Na budowie ogrzewania nie ma, a butla z gazem jest przechodnia i włączana tylko
w wypadku największej konieczności, na przykład podsuszania tynków. Dzień pracy trwa 10 godzin, więc w domu Pęceł pojawia się ok. 17.30.

Pęceł wchodzi do pokoju upaprany w czymś do gruntowania ścian. Twarz, sweter, spodnie - wszystko żółte. Nos czerwony, łapy go bolą, bo się namachał wałkiem, na dłoniach i stopach odciski - od wałka i niewygodnych butów.

- I jak tam kochanie, spracowałeś się dziś? - pytam z troską, bo nie widziałam jeszcze Pęcła w takim stanie.
- Tak, ale chuj! I tak lepiej niż w biurze!