10.12.2012

O Pęcełku w internetach ;)







Wczoraj pojawiło się to na facebooku.
Czytam i jakbym czytała o Pęcełku.

Tylko, że On chyba już jest pewny i nie wybiera się w dalekie podróże beze mnie.


O zakrzywionej czasoprzestrzeni słów kilka

Bardzo wiele się wydarza ostatnio. Ubiegły czwartek wydaje się tak odległy, jakbym mówiła o lipcu, dzisiaj mija zdecydowanie za szybko, a kiedy chcę mówić o niedalekiej przeszłości mam wrażanie, jakbym przypominała ją sobie z nagrania na kasecie VHS.

W ubiegłym roku o tej porze mieliśmy już ubraną choinkę (naszą pierwszą), cieszyliśmy się, że święta spędzimy razem, byliśmy po pierwszej stłuczce i nic nie zapowiadało rewolucji, którą sobie urządziliśmy w ubiegłym miesiącu.

Zwolniliśmy się z uniwersytetu - rzuciliśmy diabłom na wieczną pociechę nasze stanowiska pracy, stres, absurdy, fałszywych współpracowników. Nigdy nie zapomnę swojego ostatniego dnia pracy, twarzy Pęcła, uśmiechniętej i zrelaksowanej - jakby zobaczył raj obiecany. Z resztą do dziś mu taka została.



Nie było mi łatwo rozstać się z Warszawą, zostawiliśmy ją i daliśmy się wciągnąć trwającej do dziś niepewności, ale ...

Nie pamiętam już kiedy ostatni raz słyszałam dźwięk klaksonu, hałas przejeżdżających pod oknem samochodów nie istnieje, nie tłoczę się w tramwajach (!!), po porannej kurwicy nie zostało śladu, obiad jemy o 15 najpóźniej, codziennie miewam po kilka genialnych pomysłów na życie i Pęceł prawie wcale nie bluzga (ostatni atak miał, kiedy chciałam przygarnąć Malwinkę).

I w końcu wiemy co robił całymi dniami Marian, kiedy byliśmy w pracy!!!

Spał.