31.07.2012

ślub śrub

Przygotowujemy się powoli do ślubu. Wesela nie będzie (Bogu, naszemu uporowi i Rodzicom dzięki!). Datę mamy, przyszedł czas na zaproszenia.
Bułka z masłem ktoś może powiedzieć. Niech się ktoś trzepnie w łeb i poczyta.

Najpierw niby prosty wybór - wygląd. Ale takie żeby nie były za "stare", czyli bez koników, gołąbków, bez złoceń, ozdób bez sensu.. ale też nie za nowoczesne, bez zamszu, koronki, bez naszych zdjęć... ale przecież nie czarne, ani granatowe - to w końcu nie pogrzeb.

Wybrane - teraz powinno być już lepiej. Dostaliśmy formularz do uzupełnienia i garść załączników.
- Cytat na stronę główną - do wyboru ponad 50,
- Cytat do wewnątrz - do wyboru ponad 130 albo swój własny

Ciśnienie skacze, masa cytatów, wierszyków, od tych normalnych, znośnych, do tych zupełnie durnych i tak absurdalnych, że nie wiemy, czy się śmiać, czy współczuć. Idźmy dalej.

- kolor papieru
- faktura papieru
- kolor kokardki
- wierszyk sugerujący gościom żeby jednak nie kupowali kwiatów

Kraaa!!! Nie mam siły, nie sądziłam, że o tylu, dosłownie, pierdołach trzeba decydować kupując zaproszenie na ślub. Ostatni punkt.

- treść zaproszenia - do wyboru 100 kombinacji lub własna- że co?!! pytam trochę retorycznie, bo trzeba w końcu wpisać, formularz ma i na to miejsce. Naprawdę myślałam, że to jest tak uniwersalna formuła, że nie trzeba o nią pytać. Nie chce mi się nawet przeglądać kolejnego załącznika.
- Wybierz coś sam - mówię do Pęcła - ja nie mam na to gówno siły.
-Ślub, kurwa, jest. Macie być. - proponuje Pęceł.

Ostatecznie wybraliśmy tak proste, jak tylko było możliwe. Zaproszenia będą pod koniec tygodnia.
Katorga.

30.07.2012

Future is coming ;)

Ależ mamy plany na przyszłość! Morda mi się śmieje, jak tylko o tym pomyślę. Inni też się śmieją, ale raczej pukają się przy tym w czoło. Idźcie się pukać gdzie indziej, dobrze wam radzę. My walczymy o swoje, wy siedźcie na dupach i sczeźnijcie w swoich małych niepoukładanych światach. My już to wszystko widzimy, każdy szczegół nawet. :)) piszczę z zachwytu!

Od poniedziałku urlop. Jest całkiem spora szansa zadbania o swój język. W ostatnim czasie liczba przekleństw w jednym zdaniu rosła zatrważająco, dlatego to już nawet nie było przeklinanie ale wypróżnianie językowe. Teraz będzie spokojniej. W tym roku podróż po Polsce południowej i morze musimy gdzieś wcisnąć obowiązkowo.

08.07.2012

"Co w rodzinie, to nie zginie"

Zdarza się nam często z Pęcłem, że w tym samym czasie myślimy o tym samym, mówimy to samo, albo śpiewamy/nucimy/gwiżdżemy te same piosenki.

- Dlaczego gwiżdżesz to samo co ja?! - pytam
- Bo jesteśmy spokrewnieni umysłowo - odpowiada spokojnie Pęceł