Polityczne śmieci

Kiedy tylko mam czas czytam dużo blogów. Z sympatii do autora od czasu do czasu zaglądam na reszort.pl.
Dziś od czytania tam zarówno tekstów jak i komentarzy rozbolała mnie głowa - mówię tu o tekście "Blogerze, bez tematu ale na temat".

Miałam kiedyś ochotę pisać o polityce, ba nawet trochę pisałam. Być może wynikało to z zainteresowań, zachłyśnięcia 'wielkim światem' i chęcią komentowania zdarzeń na gorąco.
Ale to już było.
Bardzo szybko zorientowałam się, że pisząc o polityce, politykach i całej tej politycznej otoczce marnuję tylko czas i nerwy.
Dobrze jest wyrazić swoją opinię np. na temat nowego trendu lekarzy, którzy na receptach przystawiają od nowego roku różne śmieszne pieczątki. Dobrze jest wyśmiać kolejną wpadkę polityka, ale ileż można? Jak długo można dywagować, snuć przypuszczenia, zastanawiać się na konsekwencjami zdarzenia, na które nie mamy wpływu?

Od dłuższego już czasu staram się nie oglądać wiadomości, faktów, panoramy i innych programów informacyjnych. Gazet nie kupuję. Do śniadania czytam onet i tvn24. I koniec. Nie zamierzam rozważać przez cały dzień czegoś na co wpływu nie mam. Prostackie? Być może. Polityczni blogerzy mogą stwierdzić, że chowam głowę w piasek, że nie uczestniczę
w politycznym życiu, że przez takich jak ja walą się ledwo stworzone podstawy obywatelskiego społeczeństwa.
Cóż nie ma po co kopii kruszyć.
Polityka to coś co się dzieje dziś, a jutro już się o tym zapomina. Nie dziwi mnie, że niektórzy po latach pisania na tak niewdzięczny temat zwyczajnie się nim nudzą i ogłaszają (lub nikomu nic nie mówiąc) przechodzą na blogową emeryturę.

Pisanie o modzie, pogodzie, podróżach, swoim życiu, etc., to coś o czym w żadnym programie informacyjnym nie powiedzą, a co cieszy nas zdecydowanie bardziej niż wysłuchiwanie stada baranów ustawionych od lewej do prawej.

Komentarze

Popularne posty